Marcowe gruszki

with 1 komentarz

Nawet nie spróbowałam, czy aby nie za słodkie – nie byłam jedyną, która je uwieczniała na podobieństwo Claesza i Zurbarána (czarne, czarne tło).
Drugie półrocze w szkole upływa pod znakiem martwej natury i fotografii fashion – mam jak zwykle mnóstwo pomysłów w głowie i na tym się kończy, póki co.
Może się Stwórca zlituje i dostanę, w promocji wiosennej, cztery dodatkowe godziny na dobę gratis – albo pozwolą mi pracować na etacie o cztery godziny mniej…

Mała Kocia Pitulem zwana poczuła zew natury u progu wiosny i nachalniej niż zwykle okazuje swe uczucia wszystkim bez wyjątku członkom rodziny i w tej chwili na przykład, nie mając cierpliwej psicy na podorędziu, wywala swoje wdzięki na stole, na którym piszę, dokładnie pomiędzy klawiaturą a monitorem. Jej ogon, niczym maszt radiowy, dzieli mi obraz na pół… A co się przy tym nagada i naskowyczy miłośnie… Ojesu. O, przyszedł kocur bez wdzięków i równie nachalnie domaga się żarcia. Oszaleć można!…

/Modlitwa Kozi: …i spraw, Panie Boże, żeby podłogówka grzała cały rok…/

Na koniec chciałam podzielić się z tymi, z którymi jeszcze nie zdążyłam się podzielić, moją najnowszą fascynacją muzyczną (dzięki Reihardowi).
Meksykański duet gitarowy, polecam ich pierwszą płytę Rodrigo y Gabriela oraz najnowszą Area 52, z petardą promującą krążek: Rodrigo y Gabriela – Hanuman.
Działa z rana lepiej niż filiżanka płynnej kofeiny, zwłaszcza w drodze do pracy – zwłaszcza na przedwiośniu. A teraz koniecznie słuchawki na uszy, chyba że Wasze komputerowe głośniki przenoszą nieźle basy i… KOPA!

One Response

  1. Max2
    | Odpowiedz

    Co do kopa, to masz całkowitą rację – podoba mi się ta muzyka. Gruszki są bardzo apetyczne i z przyjemnościa schrupałabym z jedą lub dwie. Uważaj na Pitulka, żeby rodzina ci się nie powiększyła.

Leave a Reply