Śladami Eberharda Mocka

with 2 komentarze

Kto sięgnął po choć jedną pozycję z bestsellerowej serii kryminalnej Marka Krajewskiego z nazwą Breslau w tytule, ten wie, o kogo chodzi.
Radca kryminalny Mock doczekał się swojej strony w Wikipedii – choć jest postacią fikcyjną, jego osobowość, genialnie i mocno narysowana przez Krajewskiego, obrosła
w życiorys nader barwny.
Nie chciałabym powtarzać streszczeń, których jest w sieci bez liku – choćby rzeczona Wikipedia
Szukając miejsc wartych odwiedzenia przed zeszłoroczną wycieczką do Wrocławia, natknęłam się na interesujący opis mapy zatytułowany właśnie „Śladami Mocka”. Postanowiłam przejść się z aparatem tam, gdzie bywał komisarz, obejrzeć miejsca będące sceną tajemniczych, nierzadko makabrycznych zbrodni, miejsca goszczące zarówno elity przedowjennego Wrocławia, jak i te dające schronienie przedstawicielom nizin społecznych. Z pewnością nie zdążyłam, albo nie miałam możliwości zajrzeć wszędzie tam, gdzie chciałam, niemniej jednak kilka z nich pokażę dziś choć z zewnątrz.
Dodatkowo posłużę się wyjątkami z opisu mapy Wrocławia „Śladami Mocka”, które najlepiej przypomną czytelnikom miejsca znane z serii Breslau.

(…) Mapa Wrocławia Eberharda Mocka – radcy kryminalnego wrocławskiej policji – jest wyznaczana przez niezliczone rozrywkowe przybytki: karczmy, restauracje, kawiarnie i domy publiczne… Także przez miejsca wyjątkowo okrutnych zbrodni. Nie spotykamy go spacerującego po Ostrowie Tumskim, raczej zamyśla się nad kuflem spienionego piwa w jednym z szynków nie cieszących się dobrą opinią. I choć przedwojenny Wrocław nie był miastem występku na miarę Chicago, dostarczał wystarczająco dużo zgryzot żądnemu sprawiedliwości za wszelką cenę komisarzowi. Mock miał kilka sposobów na owe zgryzoty. Wędrówka jego śladami pozwoli odsłonić rąbka tajemnicy tej niecodziennej postaci.

Prezydium Policji (Schweidnitzer Stadtgraben) – Podwale 31-33
Do połowy lat 40-tych XIX wieku wzdłuż Podwala ciągnęły się głównie ogrody. W miejscu gdzie za czasów Mocka powstało nowe prezydium policji, mieścił się wcześniej popularny ogród Eichborna. Prezydium policji przy Podwalu, istniejące w obecnym kształcie, wzniesiono w latach 1925 – 1928. Budynek sąsiadował z synagogą. tzw. Neue Synagoge, zwaną też Synagogą na Wygonie. Powstała w 1872 roku, była uznana za jedną z najpiękniejszych i największych bożnic wrocławskich. Została spalona podczas Nocy Kryształowej z 9 na 10 listopada 1938 roku i nigdy już jej nie odbudowano. Mock z pewnością wielokrotnie obok niej przechodził. Czy zachwycał się jej architektonicznym pięknem? Bez wątpienia często zdarzało mu się stać przy oknie swojego gabinetu, wychodzącym na fosę miejską i w zadumie obserwować uliczny ruch, przechodniów spacerujących po zalanym słońcem placu Wolności (Schlossplatz) oraz jednostajnie szumiące platanowce.

Zakład kąpielowy w pobliżu Resursy, gdzie dokonała się jedna ze zbrodni „kalendarzowego” mordercy…

Knajpa Truscha w „Kamienicy Pod Czarnym Kozłem” (tzw. Spelunka u Gabi Zelt) ul. Psie Budy 10 (Krullstrasse 10)
Ulica Psie Budy swą nazwę zawdzięcza specyfice domów, jakie budowane były w tym miejscu w średniowieczu. Znajdowały się tu drewniane chaty niezamożnych mieszczan, posiadające tylko jedną ścianę murowaną i jedną izbę – kojarzyły się z budami dla psów. Pod koniec Renesansu ulica nabrała lepszego wyglądu i sławy.
Została wybrukowana, a drewniane domy zastąpiono kamienicami wznoszonymi przez bogatszych kupców. Niestety żaden z oryginalnych budynków nie zachował się
w całości. Jedynie dom nr 14 posiada renesansowy portal z piaskowca z datą 1568. Na chwilę obecną o wartości zabytkowej kamieniczek stanowią ich fasady. Większość
z nich powstała w XIX wieku. Pod numerem Psie Budy 10 znajduje się barokowa „Kamienica pod Czarnym Kozłem” zbudowana w 1727 roku według projektu Christopha Hacknera. Za czasów Mocka mieściła się tam knajpa Truscha – przez bywalców nazywana „Spelunką u Gabi Zelt”. „Das beste aller Welt, der letzte Schluck bei Gabi Zelt“ („Najlepsza rzecz na świecie – ostatni łyk u Gabi Zelt”) – mógł przeczytać komisarz na drzwiach wejściowych. Klientela tejże knajpy była delikatnie mówiąc szemrana. Nic dziwnego, że w tym właśnie lokalu radca dobijał interesów ze swoimi „mniej formalnymi” współpracownikami. Spośród wszystkich przedstawicieli półświatka, którzy „coś – kiedyś” zawdzięczali Mockowi, największy dług (uratowanie przed stryczkiem) zaciągnęli u niego Wirth i Zupitza – dwójka natenczas najbardziej niebezpiecznych wrocławskich bandytów. Z nimi także łączyła Mocka swoista umowa. Radca kryminalny przymykał oko na szwindle tych rzezimieszków, w zamian za możliwość korzystania z ich usług, gdy przychodziła taka konieczność.

Kamienica Sachsów – Świdnicka 36, pl. Teatralny 1/2
Tu mieściła się „Cafe Fahring” oraz mieszkanie Mocka oraz jego drugiej żony Karen (Schweidnitzer Strasse 36, Zwingerplazt 1/2)
Można rzec, iż kawa – „wino myślicieli”, była drugim po piwie ulubionym napojem wrocławian. Moda na nią pojawiła się pod koniec XVII wieku. Choć Mock zdecydowanie preferował ten pierwszy trunek, nierzadko także, jak przystało na prawdziwego smakosza, delektował się filiżanką kawy, (preferował arabską), zwłaszcza rano i zwłaszcza do szarlotki przygotowywanej mu przez służącą Martę. Dlatego niemożliwym jest, by choć raz na jakiś czas nie przekraczał progu „Cafe Fahring” przy Świdnickiej 36,
by nad aromatycznym przysmakiem zgłębiać tajniki prowadzonego przez siebie śledztwa. „Cafe Fahring” była jedną z najbardziej popularnych kawiarni lat 20. XX wieku
we Wrocławiu. Posiadała niemalże „wiedeńską atmosferę”, w czasie największej świetności gromadziła wielu wrocławskich artystów i intelektualistów. Kawiarnia mieściła się
w kamienicy Sachsów, która powstała na zamówienie Moritza Sachsa, żydowskiego przedsiębiorcy, właściciela firmy handlowo-bankowej oraz jego syna Leopolda. Zatrudnili oni znanego architekta – Karla Schmidta, by zaprojektował im rezydencję. Budynek powstał w latach 1870 – 1873 na miejscu szpitala Bożego Ciała i gotyckiego kościoła Trójcy Świętej. Składał się z dwóch kamienic o wspólnej elewacji. Część mieszkań w nim się znajdujących przeznaczona była do wynajmu. Oprócz „Cafe Fahring” znajdował się w tam wytworny sklep jubilerski Raimonda Lorenziego oraz dom aukcyjny Lichtenbergów. W 1933 roku nieruchomość odebrano rodzinie Sachsów. Po wojnie utraciła ona większość swego reprezentacyjnego wyposażenia. Ta neorenesansowa budowla stanowiła połączenie eleganckiej rezydencji z kamienicą czynszową w typie wiedeńskim, zapoczątkowując modę na tzw. „pałace czynszowe”.
W tej właśnie kamienicy mieszkał w latach 30. Mock ze swoją drugą żoną Karen. Obecnie znajduje się tu cukiernia „Babeczka”.

D.H. „Renoma” – Dom Towarowy Wertheima – Świdnicka 40 – (Schweidnitzer Strasse 40)
Dom towarowy Wertheim przy obecnej ulicy Świdnickiej zbudowany według projektu Hermanna Dernburga. Otwarty został w 1930 roku. Ten monumentalny gmach, wzniesiony na planie zbliżonym do trapezu, reprezentował nowoczesną architekturę i był w tym czasie największym obiektem handlowym w Breslau, o całkowitej powierzchni wynoszącej 35 000 m2 i kubaturze równej 160 000 m3. Od momentu otwarcia Wertheim wzbudzał podziw nie tylko mieszkańców i przyjezdnych,
ale i ówczesnego środowiska budowlanego.
Owo siedmiokondygnacyjne centrum handlowe znajdowało się na trasie „Prezydium Policji – Rynek”, którą Mock pokonywał niezliczoną ilość razy. Zazwyczaj dorożką, czasem służbowym Adlerem, a w czasie upadku Festung Breslau, korzystał z usług rikszarzy. Komisarz bezsprzecznie niejednokrotnie do niego wstępował, gdzie zaopatrywał się w wytworne cygaro, alkohol czy ulubioną wodę kolońską. U Wertheima bowiem można było kupić wszystko. Dom towarowy prosperował znakomicie, jednak już w niedługim czasie przyszło mu zmagać się z kryzysem gospodarczym oraz konsekwencjami dochodzenia nazistów do władzy. Firma Wertheima nie przetrwała tego momentu dziejowego, w 1945 roku budynek zbombardowano.

Dziś dom handlowy Renoma odzyskał świetność i blask wszystkich niepowtarzalnych detali budowlanych…

„Piwnica Świdnicka” – Rynek Ratusz 1 (Ring 1)
Na początku XIV wieku pojawiła się wzmianka o „Piwnicy Miejskiej”. W wieku XV przyjęła ona nazwę „Piwnicy Świdnickiej”, w tym czasie też jej wygląd zyskał ostateczny kształt. Podawano w niej piwo z innych miast oraz Czech, w XVIII stuleciu także z Anglii, Szwecji i Niemiec. W 1519 roku w podwórzu kamienicy naprzeciwko Piwnicy otwarto browar, który połączono z przybytkiem podziemnym chodnikiem – istniejącym do dziś. Piwna tradycja we Wrocławiu sięga początków miasta. Już w średniowieczu gród ten słynął z doskonałych rodzajów trunków. „Piwnica Świdnicka” od XVII wieku kojarzona była z wybornym chmielowym napojem – jej goście mogli skosztować Schöpsa – „Breslauer Schöps” (Schöps – baran) – piwo rodzimego waru. Ponoć było ono sycące jak baranina – stąd jego rodowód. W lokalu przyrządzano również znakomitą strawę. Kanon kuchni w „Piwnicy” to kiełbasa z kminkowym preclem oraz kiełbasa z chrzanem, należąca do wrocławskich osobliwości kulinarnych, którą także Mock często jadał.
W najdawniejszych czasach w „Piwnicy” pito piwo z drewnianych kufli. Szklanych naczyń zaczęto tam używać od połowy XV wieku. W podziemiach nie wolno było palić, przeklinać, grać w karty i kości. Klienci musieli także wpłacać kaucję, zanim podany im został browar. Salę do palenia wydzielono dopiero w 1800 roku.
„Piwnica” była świetnie znana radcy. Spotykał się tam na umówione obiady i kolacje. To tu właśnie, jego brat Franz zamówił elegancki obiad, pewnego ponurego i zimnego jesiennego dnia 1927 roku, który na długo zapadł w pamięć zarówno jemu, a także towarzyszącym mu: bratu Franzowi, jego życiowej towarzyszce Irmgard, pierwszej żonie Mocka – Sophie i bratankowi Eberharda – Erwinowi. Zwłaszcza temu ostatniemu… Radca lubił bywać tu samotnie, chłonąć atmosferę miejsca i oddawać się wspomnieniom. W takich chwilach często myślał o swoim ojcu.
W lokalu koniecznie trzeba zjeść obiad taki, jaki serwowano niegdyś Eberhardowi – na przystawkę: deska pieczonych mięs, pasztet z chrzanem i ćwikłą, jako danie główne chrupiącą golonkę z pieca, natomiast na deser ulubione ciasto Mocka: szarlotkę na ciepło z gałką lodów waniliowych. Na specjalne zamówienie można napić się Schöpsa.

Chciałabym wspomniej jeszcze o dwóch miejscach, z których nie mam zdjęć, ale zasługują na wzmiankę ze względu na ciekostki związane z fabułą książek.
Pierwszym jest biurowiec mieszczący się na skraju Rynku, tuż przy Placu Solnym.
Biurowiec, w którym mieścił się bank oraz dyrekcja wielu miejskich urzędów Rynek 9-11. Obecnie oddział Banku BZ WBK.
Budynek projektu autorstwa Heinricha Rumpa odkąd się tylko pojawił, budził kontrowersje. Jego modernistyczny wygląd nie współgra harmonijnie z resztą Rynku. Jest on jednak interesujący ze względu na zabytkową windę, która się w nim znajduje, tzw. „paternoster”. Ten rodzaj windy był kiedyś często spotykany w obiektach handlowych
i użyteczności publicznej w Europie. Nazwa pochodzi od sznura, który służył średniowiecznym mnichom do odmawiania modlitwy „Ojcze Nasz” („Pater Noster”). Urządzenie to nie jest bowiem niczym innym, jak szeregiem otwartych, połączonych łańcuchowo, będących w ciągłym ruchu kabin. Do kabin wsiada i wysiada się w ruchu. Mimo niewielkiej prędkości windy: 0,30 – 0,45 m/s przypisuje się jej dość duży stopień wypadkowości. Ich zaletą była przepustowość – mogły przewieść większą, niż zwykła winda, liczbę osób. Dziś budowa „paternosterów” jest zabroniona ze względów bezpieczeństwa. Wrocławski „paternoster” jest nadal czynny, oprócz niego działa w Polsce jeszcze tylko kilka innych. Wszystkie mają jednocześnie status zabytków. Radca Mock w celu uregulowania rozmaitych formalności zapewne niejeden raz wsiadał do owego paternostera w tymże biurowcu i z ciężkim sercem (domyślać się możemy, jakie uczucia wywoływała w szybko tracącym cierpliwość Eberhardzie, zwłaszcza z biegiem lat, wizja załatwiania różnych spraw urzędowych) kierował się na wybrane piętro. Tym, którzy dobrze znają dzieje radcy kryminalnego nie trzeba przypominać jak zakończyła się jazda paternosterem policjanta Maxa Forstnera, pewnego jesiennego dnia 1934 roku.

Niestety, wstęp do budynku nie jest możliwy, ani tym bardziej obejrzenie, czy skorzystanie z zabytkowej windy (choć jedna ze stron w sieci promująca turystykę we Wrocławiu zachęca do obejrzenia i przejażdżki). Jedyną dostępną atrakcją jest jeden z mosiężnych krasnali, z których słynie miasto – ale o tym przy okazji…

Drugim miejscem jest kamienica „Pod Gryfami” przy Rynku, w której obecnie mieści się lokal o tej samej nazwie – miejsce ciekawie zaaranżowane, bardzo w stylu przedwojennych lokali Wrocławia – niestety, nie pozwalają tam robić zdjęć 🙁 Ogólnie latem nieciekawie jest fotografować kamienice w Rynku ze względu na mnogość rozstawionych przed nimi parasoli, ogródków i krzykliwych reklam…
Kamienica pod Gryfami – Rynek 2
Pierwsze ważniejsze wzmianki na temat tej kamienicy pochodzą z końca XVI wieku, kiedy to przebudowano ją w stylu manierystycznym. Wiek XVII to przede wszystkim czas jej modernizacji. Zaadaptowano wówczas strych na pomieszczenia mieszkalne, fasadę ozdobiono olejnymi malowidłami. W połowie XVII wieku sala na pierwszym piętrze kamienicy wynajmowana była na inscenizacje teatralne. Od lat 80. XVII stulecia mieściła się tam instytucja dobroczynna „Költnische Fundation” założona przez spadkobierców wcześniejszego właściciela obiektu – Condrada Költscha. Z dawnej kamienicy pod Gryfami zachowała się do dziś jedynie balustrada z pierwszego piętra. Obecnie znajduje się w niej restauracja „Pod Gryfami”, kawiarnia, winiarnia oraz antykwariat. Kamienica Pod Gryfami jest najważniejszym przykładem manieryzmu niderlandzkiego w architekturze Wrocławia. Kamienica „Pod Gryfami” nie kojarzyła się Mockowi z dobroczynnością ani z unikatowym przedsięwzięciem architektonicznym. Na jej tyłach, w przylegającym od podwórka warsztacie szewskim rozpoczęło się jego śledztwo w sprawie „kalendarzowego mordercy”. Nie tylko w Mocku wzbudzała negatywne uczucia. Helmuta Völlingera, astrologa i jasnowidza, z którym zdarzało się Mockowi grywać w karty w Czekoladowni Schaala, wprowadzała w stany lękowe.
Jak się później okazało, wywołane one były mroczną, sięgającą początków miasta, historią miejsca, na terenie którego obiekt został wybudowany.

2 Responses

  1. Max2
    | Odpowiedz

    Kobieto, córko moja kochana, po raz któryś z rzędu muszę powiedzieć, że cię podziwiam. Mnie by nawet do głowy nie przyszło badać, którymi ulicami chadzała jakaś wymyślona postać literacka i w dodatku tak wspaniale to opisać. Bardzo mi się podobało. Z przyjemnością czytałam i oglądałam piękne zdjęcia. Bardzo mi przypadł do gustu obiad w Piwnicy Świdnickiej, zwłaszcza ta pieczona golonka. Mniam.

  2. zulaw
    | Odpowiedz

    ach ten most 🙂

Leave a Reply