Bez shantymentów

with Brak komentarzy

Jest problem. Nie ma sieci.
U mnie w domostwie.
Nasz lokalny pod-dostawca netu wyłączył telefon i wyparował. Podobno już tak od połowy lipca, ale nam antena siadła dopiero dwa tygodnie temu, po większej burzy.
Netu nie ma i nie będzie raczej, chyba że wykupimy od głównego dostawcy ichnie urządzenie w cenie 350 dolców. Bo to nasze, choć teoretycznie sprawne, nie jest ichnie, tylko tego, co wyparował.
Niech spier… nie będę tu odmieniać w formie nakazowej czasownika określającego zjawiska kinetyczne z dziedziny fizyki.
Korzystając chwilowo z dobrodziejstwa sieci służbowej, w oczekiwaniu na promocyjne rewelacje Blue Connect, wklejam sobie ku pamięci weekendowe fotki.
Bo w Gdyni było świątecznie i tłumnie. Kolejny raz miasto pokazało, że stolicą polskiego żeglarstwa jest.
Przeczytawszy program Zlotu Żaglowców wybrałam opcje dające nadzieję na mniejsze zaludnienie metra kwadratowego Mola Południowego.
Piątkowy wieczór zachęcał przede wszystkim koncertami na plaży i fajerwerkami, jak dla mnie – również Trójkową Listą Przebojów prowadzoną na żywo z pokładu Daru Pomorza przez TEGO pana Marka … Niestety, kolejka do Pana N. była tak długa, że odpuściłam sobie składanie wyrazów szacunku i uścisk prawicy, zwłaszcza że w kolejce stała głównie młodzież zajarana możliwością cyknięcia wspólnego zdjęcia z Redaktorem (bo tata mówi, że on podobno znany jest…)
Sobotę i niedzielę odpuściłam zupełnie – i słusznie, bo podobno w te dni przewinęło się przez nabrzeża odpowiednio 500 i 700 tysięcy osób.
O rany. Pomyślałam, że poniedziałkowe wczesne popołudnie, kiedy większość ludzi pracuje lub jest w szkole, to szansa na bardziej komfortowe obejrzenie wyjścia łajb
z Gdyni. Taaa… Po gęstości tłumu zwisającego z betonowych falochronów mniemam, że większość Polaków nie pracuje 🙂
Sama parada morska kończąca zlot wypadła jakoś tak bladawo, myślę… I nie mam na myśli wyłącznie szarawej mgły, jaka spowiła horyzont po 18-tej. Miał być las żagli i tłum mniejszych jednostek z zaprzyjaźnionych przystani, a tu kilka samotnych, choć przyznam – pięknych z tymi rozwiniętymi żaglami – olbrzymów, sikający armatkami „strażak” i pływające restauracje. Liczyłam na coś więcej. Nawet zwycięzca regat – Dar Młodzieży i rzesze ubranych w białe kombinezony studentów Akademii Morskiej wspinających się jak mrówki na wszystkie reje żaglowca nie zaspokoiły mojej żądzy wrażeń wzrokowych 🙂 Ni też do końca nie wywołały dreszczy i wzruszenia, jakie zwykle ogarnia mnie w obliczu spraw odświętnych
i wzbudzających w tłumie wiwaty oraz – jeszcze rzadziej spotykane – sentymenty patriotyczne.
Dzisiaj każdy patrzy, jakim sprzętem fotografują inni, a zasadnicza treść imprezy umyka z szumem kilwatera.
Na pocieszenie gapiom pozostają nieśmiertelne budy z fast foodami. I Bar Pomorza – znak czasów i upraszczania symboliki nazw.

Leave a Reply