Jak dwie krople wody?

with Brak komentarzy

Jak to się dzieje, że w przypadku świeżo poznanych bliźniąt jednej płci większość z nas twierdzi, że nie sposób odróżnić na pierwszy rzut oka, kto jest kto – zwłaszcza gdy każde z rodzeństwa przy następnej okazji wystąpi oddzielnie. Zastanawiamy się, czy to jest Kasia, czy Basia, Marek czy Jarek – szukamy jakichś znaków szczególnych, o których natychmiast zapominamy, do kogo należały.
Natomiast w przypadku pewnej zażyłości, zaznajomienia się z charakterami i zachowaniem tychże dochodzimy do wniosku, że nie sposób pomylić dwie tak różne osoby 🙂
Spotkane tydzień temu na klukowskich błoniach dwie parki bliźniaczek uświadomiły mi tę prostą zależność z nową siłą i od tej pory cały czas myślę o tym, ile znam bliźniąt i czy potrafiłabym pokazać na zdjęciach zarówno ich identyczność, jak i niepowtarzalność.
Przypomniałam sobie z czasów warszawskich widywane w drodze do pracy dwie staruszeczki, na oko osiemdziesięcioletnie, maleńkie i zasuszone, ubrane w takie same płaszcze i kapelusiki, z torebkami identycznie przewieszonymi na skos, jak prowadzą się pod ręce na poranną mszę. Ewidentnie bliźniaczki (no bo jak dwie obce kobitki w tym wieku chciałyby się bawić w klonowanie?), wyglądały jak dwie dziewczynki, troskliwie opiekujące się sobą nawzajem. Piękny i dziwnie wzruszający widok.
Gdybym dziś spotkała takie bliźniacze babciulki…
Póki co, na widok dziesięcioletnich czarnookich rusałek pielących uczynnie ogródek wujka Michała moja wyobraźnia fotograficzna zapełniła się pocztówkami retro z tymi uroczymi istotami w roli głównej.
Drodzy okoliczni podczytywacze, poznajcie mnie ze „swoimi” bliźniakami, obojętnej płci i wieku – mam ochotę na jakąś małą foto-serię „Gemini”. Nomen omen – Słońce właśnie weszło w ten znak…

Żeby dodać szczyptę majowych kolorów do tej portretowej soli z pieprzem, zmieszam zieleń fabianową z cynobrem klukowskim. Smaczności 🙂

Leave a Reply