To tu, to tam…

with Brak komentarzy

… jako rzekła doktor J. pokonując wpław jezioro o temperaturze wody plus 10 stopni, zapytana o możliwe miejsca ukrycia węgla na grill 🙂
Dobry i nieskomplikowany tytuł dla moich majówkowych włóczęg w okolicy tegoż zimnego jeziora.
Bez planu i mapy – alternatywa dla ekstremalnych sportów wodnych w ekstremalnych warunkach temperaturowych.
Zatrzymałam się w Przechlewie, Lipczynku, Nowej Brdzie, Człuchowie i Gwieździnie.

Ale dziś chwila dla samego jeziora, a właściwie osady letniskowej nad jego brzegiem.
Za pierwszym razem niełatwo tam trafić, w przekonaniu, że dojechało się na koniec świata i wyboista droga skończy się w szczerym polu. Bo na Klęśnik (tak się tu mówi: na) jedzie się kilka kilometrów z Przechlewa, skręcając w szosę, na której kiedyś położono tylko jeden pas asfaltu i jazda polega na mijance. Jeszcze wioska o nazwie takiej samej jak jezioro: Szczytno – do wioski niepodobna, bo nie widać tu gospodarstw, tylko same rozległe pola i maleńkie odrapane bloki po pegieerze wzdłuż jedynej drogi w osadzie. Starodrzew parkowy świadczy o tym, że dawno temu był tu jakiś majątek, może dobra folwarczne – ale starych chałup ani kościółka nie uświadczysz…
Wreszcie kręta piaszczysta droga chyli się w dół i nurkuje w gęstej kępie drzew.
Stary Klęśnik – skupisko małych domków letniskowych dawniej należących do przechlewskiego PGK, obecnie rozsprzedanych osobom prywatnym.
Domki, jak domki – te jeszcze nie do końca oswojone mają na ścianach wymalowane disneyowskie kaczory i myszki – ślad dawnej świetności peerelowskiego FWP.
Za to jezioro koi swą ciszą i malowniczością. Niby nic nadzwyczajnego – trochę szuwarów, kilka starych kryp przy brzegu, dwa rozsypujące się pomosty dla wędkarzy. I woda po horyzont.
Wieczorami ogląda się tu najbardziej landrynkowy zachód słońca, nawet z tarasu widać ten pierwszorzędny spektakl.
Wieczorami, zwłaszcza w okolicach długich weekendów i letnich wakacji, zdarzają się też wyjątkowo głośni letnicy, czego absolutnie nie mogę pojąć, zważywszy ciszę i specyfikę tego miejsca. Wydawało mi się, że na takie „zadupia” ciągną amatorzy spokoju i odpoczynku na łonie przyrody, zaś zwolennicy wrzaskliwych imprez i łomotliwej muzyki wolą modne kurorty. Tymczasem na Klęśniku bywa głośno. Podczas ostatniej majówki w jednym z „disneyowskich” domków w otwartym oknie siedział regularny DJ ze słuchawkami na uszach i na maxa rozkręcał nutę klubową, skądinąd przyjemną dla cielesnych wygibasów, ale na Jowisza, w dyskotece, a nie w raju wędkarzy! I to nie dla tłumu żądnych zabawy młodych ludzi, tylko dla kilkuosobowej grupki młodocianych.
Jak się okazuje, kwestia zwrócenia uwagi właścicielowi owego domku jest delikatna, albowiem należy on do… wójta Przechlewa. I prawdopodobnie odpowiednie władze nie wiedziałyby, co zrobić ze zgłoszeniem zakłócania porządku.
Jeden z sąsiadów powiedział coś więcej na temat afery towarzyszącej zakupowi domków na Klęśniku, więc z ciekawości sprawdziłam temat na necie – wszak wójtem gminy Przechlewo jest niejaki Żmuda-Trzebiatowski, szlacheckiej paranteli, tatuś popularnej w telewizyjnych serialach aktorki, równie pięknej, co pretensjonalnej. Jeśli ktoś ciekaw tematu, odsyłam tu i tutaj.
Cóż, pozostaje nam wierzyć, że zapraszanie uprzykrzających innym odpoczynek gości nie jest działaniem zaplanowanym na wykurzenie pozostałych właścicieli domków na Klęśniku i będzie można w ciszy łowić latem rybki…
Kilka landrynkowych landszaftów na koniec 🙂

Leave a Reply