Pierwszy weekend wiosny

with Brak komentarzy

Tyle było planów na te dwa dni – grabienie zeszłorocznych liści, czyszczenie samochodu, suszenie prania „na słońcu”, inauguracja sezonu ogniskowego, spacer z aparatem w poszukiwaniu pierwszej zieleni…
Taaa. Liście, skurczone z zimna, skryły się pod pierzynką świeżego śniegu, moją corsulę odróżniłam od mężowskiego auta po kształcie lusterek, a pranie znów stłoczyło się na suszarce. Słońce było, nie powiem, bardzo ładne diamentowe refleksy tworzyło na oszadziałych mrozem gałązkach i źdźbłach, rysując na nieosłoniętych połaciach trawy kontury przedmiotów jak na ludowym drzeworycie…

Leave a Reply