Walentyna, o Walentyna…

with Brak komentarzy

Kto z Was pamięta ten peerelowski szlagier ku czci Tierieszkowej?
Tak jakoś gładko splótł mi się tematycznie z minionym weekendem i przebieranym balem pod hasłem „XX lat kapitalizmu – wspomnienia z PRL-u”, na którym sekcję rockowo-jarocińską zasilał aktyw w postaci naszej kolorowej „rodzinki” przyjaciół…
Ale o tym inną razą, bo dziś (lepiej późnym wieczorem niż wcale) chciałabym wykorzystać ten amerykański, paskudny, plastikowy zwyczaj walentynkowy i oświadczyć wszem i wobec (a niektórym po raz kolejny), że KOCHAM okrutnie i zachłannie Was wszystkich, moja wielobarwna rodzino własna oraz przyszywana, tak z obecnego, jak i poprzednich wcieleń – moje mentalne siostry i bracia, współtowarzysze niedoli nadwrażliwca, kompanio beztroskich zabaw i poważnych rozmów, terapii śmiechem i szokujących wyznań, uwielbiam Was wszystkich i każdego z osobna – nawet jeśli nie umiem tego wprost okazać, i tak to wiecie przecież…
Buuuuzi wszystkim!

Filipinki – Walentyna Twist

Leave a Reply