Zapomniane…

with Brak komentarzy

Kilka dni temu wpadł mi w ręce „Duży Format” Wyborczej, a w nim reportaż z cyklu Taka gmina „Międzymiastowa, proszę czekać” o kolejach losu spuścizny po radzieckiej armii stacjonującej w PRL – miasteczek Borne Sulinowo i Kłomino w zachodniopomorskiem. To mi przypomniało, że przecież ja też
tam byłam i mam parę zdjęć dokumentujących to, co tam jeszcze zostało…
Gross Born i Westwalenhof – przed wojną tak się właśnie nazywały miejscowości, które powstały jako zaplecze poligonu niemieckiej Rzeszy. Podobno ta druga (dziś Kłomino) była nawet większa od Bornego – choć trudno w to uwierzyć, odwiedzając zruinowane resztki w środku lasu.
Po wojnie przemianowane na Borne Sulinowo i Grodek, stały się koszarami wojsk sowieckich.
A dziś? Sami zobaczcie…

Dziwne wrażenie ogarnia mnie w takich opustoszałych i zniszczonych miejscach, kiedy uświadamiam sobie, jak tu musiało być przed laty, kiedy żyły tu całe rodziny – pracowali, uczyli się, bawili, napełniali te miejsca gwarem i energią. Co się z nimi stało? Jak potoczyły się ich losy po opuszczeniu tych osiedli?
Borne Sulinowo kwitnie w pełnym tego słowa znaczeniu – nowe drogi, odremontowane domy, zwłaszcza
te solidne, przedwojenne, po stronie jeziora – mijając zadbane wille w sosnowym lesie mam przez chwilę wrażenie, że jestem w nadmorskim kurorcie – takiej Łebie na przykład…
A Kłomino? Właściwie trudno tu trafić przyjezdnemu – lakoniczne drogowskazy są mylące, podobnie jak dziurawe trzeciorzędne drogi prowadzące całe kilometry w głąb lasu, wybudowane najprawdopodobniej przez czerwonoarmistów na potrzeby okolicznych poligonów. Przypadkowo odkryta leśna „przecznica”
z solidnej przedwojennej niemieckiej kostki prowadzi przez pola i pustkowia. W samym środku niczego wyrasta żelbetowa kratowa konstrukcja jakiegoś dawnego silosu, magazynu zboża czy żywności.
Dalej w końcu jakaś wioska i nareszcie mały drewniany kierunkowskaz. Jakieś dwa kilometry jazdy
w głąb gęstego lasu pociętego zniszczonymi asfaltowymi nitkami dróg i oto staję w jakimś dziwnym surrealistycznym parku pełnym powykręcanych kikutów żelbetowych konstrukcji, resztek słupów, fragmentów dawnego miasteczka w lesie. Betonowo-asfaltowe alejki, kilka wybebeszonych szkieletów blokowiska i dwa lub trzy przedwojenne budynki – te w nieco lepszym stanie, zamknięte i oznakowane
jako teren prywatny. Wszystko zarasta dziką zielenią. Podobno jeszcze kilka lat temu było tu dwa razy więcej budynków, ale są sukcesywnie wyburzane, bo grożą zawaleniem. Za kilka lat nie będzie tu śladu
po Westwalenhof-Grodku-Kłominie. Za kilkanaście lat nikt nie będzie pamiętał. I najsmutniejsze, że nikt
z okolicznych mieszkańców tak naprawdę nic nie wie o tym miejscu – nie ma zdjęć, wspomnień, świadków…

Chór Armii Czerwonej – Narodnaja

Leave a Reply