Portowa codzienność

with Brak komentarzy

Szary, przeciętny dzień pracy gdyńskiego portu…
Czuję się jak hobbit przemykając pomiędzy gigantycznymi dźwigami, przepastnymi magazynami, w drzwiach których zmieściłby się cały mój domek, obserwując, jak blaszane kolosy skrywające w swych brzuchach dziesiątki TIR-ów i kontenerów z wdziękiem okręcają się wokół własnej osi w ciasnych portowych kanałach.
Przemierzam nabrzeża od Francuskiego aż po Rumuńskie (jak mówisz, prawie pół świata – a na pewno całą Europę :-).
Z Rumuńskiego, zza stosów drewna, najlepiej widać wejścia promów na rampę Nabrzeża Stanów Zjednoczonych…

Gdyński port to fascynujący rozdział historii Gdyni i naszego kraju, od II Rzeczypospolitej począwszy.
Chciałabym umieć pokazać choć jej cząstkę, zwłaszcza tą, która powoli „wychodzi z obiegu” i ostała się tylko ze względu na walory zabytkowe.
Trudno amatorowi fotografować tak olbrzymi obiekt, zwłaszcza gdy pogoda nie sprzyja, a większość obiektów nie jest dostępna nawet z przepustką 🙂
Folder „port” po trzech dniach łażenia spęczniał wyraźnie, acz panuje w nim chaos.
(Poukładajmy sobie wszystko, siebie w sobie też…)

Leave a Reply