Klucz do ciszy, w której trwasz, dobra nocy…

with Brak komentarzy

Jutro Pełnia Księżyca Żniwiarzy.
Ostrzę na tę okoliczność… nie, nie zęby i pazury – ale obiektyw, bo to pełnia wyjątkowa.
Jeśli kapryśna aura pozwoli i rozwieje jutro wieczorne obłoki, czeka nas piękny widok.
Gdy jesień równa dzień z nocą, Księżyc nie może się już doczekać, kiedy rozpocznie swe półroczne długie panowanie i wystawia pyzate oblicze na ziemski świat równo z zachodem Słońca. Stąd jego wrześniowa nazwa – bo kiedy nasi przodkowie żyli w zgodzie z rytmem natury, właśnie teraz był czas na jesienne zbiory i prace polowe, które czyniono jeszcze po zachodzie słońca, przy jasnym księżycowym świetle.
Co bardziej upoetycznieni dziadowie nazywali tę pełnię Księżycem Śpiewającym albo Winnym, a upojeniu przyglądając się czerwieńszemu niż zwykle licu wschodzącego na niebo satelity. Kobiety, wino i śpiew… wszak Księżyc to kobieta, to Luna jest, srebrzystowłosa Selene!
Kogo, jeśli nie kobietę adorowali uczeni nadając księżycowym wodom tak piękne nazwy…
Na księżycowej mapie widnieją między innymi Morza: Jasności, Nektaru, Oparów, Spokoju, Wilgoci, Jezioro Doskonałości, Zatoki Rosy oraz Tęczy…
Ale – uwaga! – jest też Ocean Burz, Bagno Zgnilizny i Jezioro Śmierci… cóż, kobieta zmienną bywa.
A może spędzę jutrzejszy wieczór przy oknie, obserwując tę jesienną pełnię przez chłodne szkło z różowym kalifornijskim… Bo pełnia zawsze budzi we mnie demona tęsknicy niczym nie wytłumaczonej.

Odnalezione w Sieci dawno zapomniane dźwięki budzą rozkoszny dreszcz, słowa mają pełniejszy wymiar.
/Dławię się słowami, których wstyd, modlę się do bożków obcych mi…/

Aya RL – Księżycowy krok

Leave a Reply