Zakaz podlewania

with Brak komentarzy

Leniwy niedzielny wieczór, w gorącym, suchym powietrzu powoli przestaje wibrować owadzie staccato.
Klasyczny letni koniec weekendu, z tą tylko różnicą, że w tej chwili ruch na drodze i wokół domów zamarł. Wszyscy obowiązkowo oglądają mecz o 30 milionów baksów. Na trybunach rytualne pocałunki wymieniają koronowane głowy państw – finalistów. Morgan Freeman znudzony przysypia w ławce. Modne słowa to: „crossy” oraz „celebryci”.
U mnie we wsi susza – zakaz podlewania ogródków między 6 a 23-cią. Można tylko nad ranem albo w nocy, po ciemku. Podobno jakiś lotny patrol gminny wlepia mandaty za łamanie zakazu. Skorzystam z szansy, że patrol też pewnie lubi futbol i polecę podlać parę krzaczków już teraz.
W ciągu dnia jest tak gorąco, że nie chce się nawet wsiąść w rozpalone auto i jechać nad morze.
Wczoraj zrobiliśmy sobie wypad do Jastrzębiej Góry dopiero przed wieczorem. Na ulicach tłumy głodnych wczasowiczów szarżują na smażalnie, blokując przejazd – a na plaży przyjemnie pusto, ciepły piasek, chłodna woda, zachodzące słońce… Mmmmm….
I bez „wiatrochłonu” 😀

Zwierzaki słaniają się z gorąca. Kotylia leniwie uśmiecha się poprzez popołudniową drzemkę.
Szanta jest wsadzana do starej blaszanej wanny, a po wyjściu z kąpieli usiłuje wytarzać się w piachu…

Leave a Reply