Aranżowanie przestrzeni nierealnej.

with Brak komentarzy

Marzenia w zasadzie nie są siłą destrukcyjną. Podobno jest w nich jakaś siła sprawcza. Mówią, że należy je spełniać, więc nie mogą być szkodliwe – ani dla otoczenia, ani dla samego zainteresowanego. Być może nawet są niezbędne dla higieny psychicznej osób z wyobraźnią. Jeśli masz w głowie wyższą wersję oprogramowania z odwzorowaniem w szesnastu milionach kolorów, po prostu robisz to automatycznie. Widziany świat przetwarzasz na projekcje, które – zależnie od dnia i nastroju – tłoczą dożylnie euforię i wiarę w cuda, albo – co zdarza się częściej nadwrażliwym – uświadamiają, jak niewiele od nas zależy, jak słabi i bez szans jesteśmy „w realu”.

Każdy z marzycieli ma swój sposób na przechowywanie w pamięci obrazów, historii. Ja swoje chowam do wielkich drewnianych szuflad, pachnących lawendą i starymi książkami. Każda z nich ma w środku przegródki albo pudełka, w których, owinięte szeleszczącą bibułką, przewiązane satynową wstążką, mieszczą się wszystkie moje imaginacje. Te całkiem możliwe do realizacji i te najzupełniej nierealne.
Nurzam się mentalnie w sprawach przeszłych, tak bardzo niemodnych i zetlałych, że aż niezrozumiałych dla wielu z Was. Zachwycam się przedmiotami i historiami sprzed wieku, mój puls przyśpiesza na widok takich miejsc jak to na zdjęciach. Choć to nic nie zmieni, złoszczę się na czas, który tak okrutnie obchodzi się z tyloma miejscami, i na tych, co nie mają szacunku dla przeszłości. Moje fascynacje nie są nikomu potrzebne. Ale cieszę się, że innym też przyśpiesza puls. Współ-odczuwanie świata.

B l o c k h a u s Z w e i (dawny garnizon we Wrzeszczu)

(W jakimś zachodnim wysoko rozwiniętym państwie…)
Moglibyśmy tu zaaranżować jakąś galerię mebli i sztuki użytkowej, prawda, darling? Albo jakieś warsztaty artystyczne. Ta sala na parterze wprost jest do tego stworzona! Te wielkie okna są fantastyczne. Co sądzisz, mein Schatz? Zostawimy te drewniane schody, a na górze z jednej strony urządzi się studio i pracownię (tak, wiem, północne światło…), a tu – spójrz tylko, jaka przestrzeń! Żadnych zbędnych ścian i te okna. Okna! Cara mia, tu będzie po prostu mieszkanie… Widzisz tę wielką białą kanapę pod rzędami okien, stare szafy biblioteczne wypełnione książkami aż po sufit? Po tej stronie ściany wielki stół, bo będziemy z przyjaciółmi biesiadować, jak Włosi. Po drugiej stronie sypialnia z wygodnym łóżkiem (wszak ars amandi powinniśmy zgłębiać niczym Francuzi). Łazienka będzie miała lukarny, wielką wannę na lwich łapach i mosiężne kurki – jak w angielskim wiktoriańskim domu.
I strych. Ogromny, stary strych z antresolą i bajkowymi okienkami. Dodatkowa przestrzeń do zdjęć.
Do malowania. Do czegokolwiek. Gdzieś trzeba trzymać te wszystkie cudowne przedmioty, które będziemy tu zwozić…

B l o c k h a u s D r e i

/Wypełzłam dziś na zewnątrz, jak jaszczurka na słońce. Wyrwałam parę chwastów spod płotu.
Nabyłam w necie kilka mało istotnych drobiazgów do aparatu. Gruba (znaczy Kotylia) wreszcie pogoniła z wrzaskiem tego upierdliwego kocura ze wsi. Chociaż tyle… widzisz?

Leave a Reply